Relacje uczestników

Chergui – wiatr od Maroka…(do Vostoka) Czym dla Europejczyka jest Maroko? Najpierw zaskoczeniem! Odmienna, czasem trudna do zaakceptowania, a choćby tylko zrozumienia, kultura i ludzie… krzykliwi, ale uprzejmi, witający się z turystami we wszystkich językach świata. Nie każdemu turyście Maroko przypada do gustu, ale na pewno marokańskie atrakcje są świetnym materiałem fotograficznym, oczywiście z nim, czyli turystą w roli głównej i już jest się czym pochwalić przed znajomymi. „Tu ja na wielbłądzie i tu też ja na tle kolorowych stoisk z kapciami, a tu znowu ja w zawiniętym szaliku na głowie pośród tłumu Marokańczyków w tradycyjnych galabijach.”

DSCN3140 DSCN3060

A czym jeszcze może być Maroko? Wielozmysłowym poznawaniem i zaskakująco zmiennymi widokami: od Marrakeszu, poprzez góry Atlas, pustynię piaszczystą i hamadową, oazy, aż do oceanu. Zachwycić może niezwykła feeria barw: kwiaty, owoce, tkaniny, twarze, krajobrazy, wschody i zachody słońca. Maroko to także żywiczno-orientalne wspomnienie pustyni, zapach białych kwiatów neroli (gorzkiej pomarańczy), smak daktyli i pomarańczowego soku z placu Dżamaa al- Fina. To połączenie paradoksalnych akordów: słodkich i gorzkich, kandyzowanych, żywicznych i korzennych, bogatych i suchych jak Chergui, wschodni pustynny wiatr będący w Maroku zapowiedzią wiosny. Jakimś cudem jednak to wszystko do siebie idealnie pasuje. Kiedy dwa lata temu zobaczyłam z okien samolotu czerwony Marrakesz, pomyślałam, że czeka mnie coś, o czym tylko do tej pory czytałam i zaledwie próbowałam sobie wyobrazić. Wszystko było nowe, nieoczekiwanie i nieoczywiste. Co zapamiętałam? I dużo, i mało. Marrakesz nocą, tłum ludzi, nawoływania kupców, klaksony motor(k)ów, a potem tadżin ( kwintesencja kuchni arabskiej), a w nim najwspanialsze jedzenie na świecie. Przejechaliśmy góry Atlas, zwiedziliśmy Fez, Rabat, zobaczyliśmy białą Casablancę, aż dojechaliśmy do Oceanu Atlantyckiego. Każdy kolejny dzień podróży był pełen niespodzianek. Maroko urzekło mnie wtedy swym pięknem i postanowiłam, że jeszcze tu kiedyś wrócę. To „kiedyś” okazało się szybciej, niż myślałam, bo w styczniu tego roku! Ale tym razem było to Maroko Południowe.

DSC06989 (Copy) DSC07178 (Copy)

Czas do wyprawy niecierpliwie odmierzałam poziomem olejku arganowego w butelce. Dzień przed wyjazdem pożegnałam puste opakowanie i przygotowałam miejsce na nowe, świetne kosmetyki made in Morocco. Przejazd na lotnisko, lot, a potem ciepło (W środku zimy!), palmy i oczywiście nocny spacer po największym placu w marrakeszeńskiej medynie. To był dopiero początek naszej marokańskiej wyprawy z Vostokiem. Wszyscy czuliśmy dreszcz PRZYGODY. Mieliśmy przecież dotrzeć na granicę Maroka i Sahary Zachodniej! Jak się potem okazało, byliśmy jedną z nielicznych, a może i jedyną zorganizowaną grupą turystyczną, która zapuściła się tak daleko od tras oferowanych przez inne, konwencjonalne biura podróży… Zobaczyliśmy całe bogactwo Maroka i doświadczyliśmy (oprócz niezwykle intensywnego życia towarzyskiego) jego różnorodności: klimatycznej, krajobrazowej, historycznej, etnicznej, smakowej. Było nam bardzo gorąco w dzień i bardzo zimno w nocy (na pustyni), świeciło słońce przed kawiarenkami, gdzie piliśmy mocne, czarne espresso i wiał porywisty, zimny wiatr, kiedy zbiegaliśmy po białych wydmach wprost w fale oceanu! Jedliśmy niezwykły obiad w oazie na pustyni – siedzieliśmy na kocach pod palmami daktylowymi, kroiliśmy bułki, wymienialiśmy się kanapkowymi składnikami i śmialiśmy się z siebie. I do siebie. Czy może być lepsza integracja?!

DSC07085 (Copy) DSCN3205

Otarliśmy się też o X muzę, czyli zwiedziliśmy Studio Filmowe Atlas wyrosłe w samym środku pustyni. Najbardziej zaskoczyło nas, że znajdujące się na terenie wytwórni makiety i scenografie przypominają raczej duże zabawki lub domki z tektury. Dopiero kiedy ogląda się „Gladiatora”, zaczyna się doceniać pracę oświetleniowców, dzięki którym krajobrazy, miasta czy zabytki stają się realne.

DSC06953 (Copy) DSC06971 (Copy)

Wszyscy z niecierpliwością czekaliśmy na off road. Jak zwykle nie zawiedliśmy się. Najpierw piaszczysta Erg Chigaga. Był malowniczy, jedyny w swoim rodzaju zachód słońca, gwiaździste niebo, ognisko z muzyką gnawa. Brakowało tylko Małego Księcia (z książki Antoina de Saint Exupery’ego), który pojawiłby się znikąd i zadawał wiele pytań. Jak się później okazało, czekał na nas w Tarfai, najdalej wysuniętym mieście na trasie naszej podróży.

mk Tarfaya_museum (Copy)

Tam znaleźliśmy muzeum poświęcone pisarzowi i jego książkom, które mimo późnej pory specjalnie dla nas otworzono! Zdjęciom i uściskom nie było końca, bo byliśmy pierwszą i jedyną grupą zwiedzającą muzeum Antoina de Saint Exupery’ego w Tarfai nad Oceanem Atlantyckim. Chyba na długo pozostaniemy w ich wdzięcznej pamięci! Droga powrotna wiodła nad brzegiem oceanu i tu zachwyciły nas bez reszty w osadzie Legzira formacje skalne układające się w niezwykłe kształty. Oglądaliśmy je w promieniach zachodzącego słońca!

DSC07130 (Copy) DSC07239 (Copy)

Niektórzy z nas słusznie spostrzegli, że niszcząca siła oceanu może to piękno niedługo unicestwić, więc właściwie dobrze się stało, że tu przyjechaliśmy Jeszcze zdjęcia… nasze nieudolne próby utrwalenia piękna. A potem? Ostatnie zakupy w Marrakeszu, uściski wymienione z Hassanem, z którym zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, wymiana adresów mailowych i do domów z walizkami pamiątek i głową pełną wspomnień. Myślę, że jeszcze będę miała okazję odkryć niejedną tajemnicę Maroka… z Vostokiem oczywiście ;)

Ania